poniedziałek-czwartku 2-5 lipca
*Lena*
Codziennie chodziłyśmy po tym pięknym, a przede wszystkim ogromnym mieście. Zwiedzałyśmy, chodziłyśmy po sklepach oraz podziwiałyśmy widoki. Często wchodziłyśmy do sklepów, brałyśmy pełno ubrań, przymierzałyśmy, robiłyśmy sobie zdjęcia i wycodziłyśmy. Oczywiście ubrania odkładałyśmy na miejsce. Sprzedawcy nie koniecznie byli szczęśliwi z tego powodu. Nie wiem po co kupiłam tyle ubrań, tu już chyba sobie kupiłam tyle rzeczy co zabrałam ze sobą. Mogłam tyle nie brać, ale nie mogłam sie oprzeć, to przecież Londyn! Tydzień minął nam bardzo szybko. Zanim się zorientowałyśmy był już czwartek, a więc to już jutro dowiemy się, czy umiem śpiewać, czy nie. Boje się, że od razu będę musiała opóścić X-Factor, bez poznania chłopaków z 1D. Dziewczyny się już na to tak nastawiły. Ja z resztą też. Teraz myśle tylko o tym. Dożyjemy, zobaczymy...
Wiem, wiem, krótki, ale to miał być tlyko taki opisujący ich tydzień na zakupach oraz emocje, które odczuwa główna bohaterka, przepraszam za długość.:(
poniedziałek, 26 listopada 2012
sobota, 24 listopada 2012
Z mojego życia
Od dzisiaj do jutra jestem w Szczecinie. Byłam dzisiaj u babci, a teraz siedze u cioci i wujka. Pojechałam do Galaxy do empika. KUPIŁAM SOBIE YEARBOOKA!!! Strasznie się cieszę, nie mogę się uspokoić. Yearbook jest super!
Pozdrawiam, Wasza Horanowa (bo kto innyxDD);***
Pozdrawiam, Wasza Horanowa (bo kto innyxDD);***
środa, 21 listopada 2012
Rozdział 7: Co to za dziwoląg?
poniedziałek 2 lipca 11:15
*Lena*
Obudziły mnie głośne dźwięki dobiegające z korytarza. Szybko wstałam z łóżka, pobiegłam do ewen do części kuchennej i złapałam coś do ewentualnej obrony. Przedmiotem chwyconym przeze mnie była... patelnia. Cicho otworzyłam drzwi prowadzące na korytarz. Sceną, którą zobaczyłam była Julia śmiejąca się, a przed nią stał jakiś nawet przystojny brunet. Moja przyjaciółka stała do mnie plecami. Na widok mojej różowej piżamy w marchewki chłopak wybuchnął śmiechem.
-Ha ha ha! Co to za dziwoląg?
Jula odwróciła się do mnie i sama zaczęła się śmia. Po chwili doszło do niej to, jak nazwał mnie jej kolega.
-Że co?! Dziwoląg?! To moja najlepsza przyjaciółka. Masz coś do niej?-powiedziała ze zdenerwowaniem w głosie.
-Yyy... nie. Tylko ona ma śmieszną piżamę i trzyma w ręce patelnie. Czy to nie jest dziwne?
-Nie. My tak mamy, a co do piżamy dostała ją ode mnie na swoje 17 urodziny.
-Oj przepraszam. To może ja już pójdę.
-To idź.
Poszedł. Weszłyśmy z Julią spowrotem do naszego pokoju.
-Po co do nas wyszłaś? I to jeszcze w piżamie i z patelnią? Ale to był widok!-zaśmiała się Jula.
-Obudziłam się i usłyszałam hałas z korytarza, więc wzięłam patelnie i wyszłąm zobaczyć co się dzieje, a co to za chłopak? Znowu jakiś Polak?
-Tak. Jest to syn recepcjonistki. Przyszedł się przywitać. Znają się z Malwiną dobrze, bo byli sasiadami, gdy ona mieszkała jeszcze w Łodzi. Weź, a miałam u niego szanse, a ty z tą piżamą wyskoczyłaś.
-Aha. Przepraszam, ale bałam się o swoje życie! A tak wogóle gdzie Malwina?
-Żartowałam głupku! Poszła zmówić nam śniadanie. Może pościelimy łóżka i przygotujemy stół do śniadania?
-Pewnie.
Po 10 minutach do pokoju weszła Malwina.
-Ooo, przygotowałyście stół. Jak miło.
-Nie gadaj tyle tylko dawaj żarcie! Gdzie ono jest?
Malwina klasnęła w dłonie, a do pokoju weszło 3 kelnerów z tacami.
To naprawdę jest hotel 5-gwiazdkowy!
Kelnerzy weszli i położyli przed nami tace z jedzeniem.
-Smacznego.-powiedzieli wszyscy razem. Ukłonili się i wyszli.
-Wow! Ale exstra!-krzyknęłam szczęśliwa.
-Musimy się przyzwyczaić. To będzie teraz normalka.
-No to smacznego!-powiedziała Malwina siadając na krzesło przed swoim posiłkiem.
Po zjedzeniu śniadania, które było naprawdę królewskie, poszłam sie ubrać.
*Jula*
Kiedy Lena poszła się szykować my zadzwoniłyśmy po obsługę, aby zabrała puste tace. I tak zaczął się nasz tydzień wypełniony zakupami! No i oczywiście zwiedzaniem.
Mam nadzieje, że czytacie xDD Podoba się blog?xDD ;*
*Lena*
Obudziły mnie głośne dźwięki dobiegające z korytarza. Szybko wstałam z łóżka, pobiegłam do ewen do części kuchennej i złapałam coś do ewentualnej obrony. Przedmiotem chwyconym przeze mnie była... patelnia. Cicho otworzyłam drzwi prowadzące na korytarz. Sceną, którą zobaczyłam była Julia śmiejąca się, a przed nią stał jakiś nawet przystojny brunet. Moja przyjaciółka stała do mnie plecami. Na widok mojej różowej piżamy w marchewki chłopak wybuchnął śmiechem.
-Ha ha ha! Co to za dziwoląg?
Jula odwróciła się do mnie i sama zaczęła się śmia. Po chwili doszło do niej to, jak nazwał mnie jej kolega.
-Że co?! Dziwoląg?! To moja najlepsza przyjaciółka. Masz coś do niej?-powiedziała ze zdenerwowaniem w głosie.
-Yyy... nie. Tylko ona ma śmieszną piżamę i trzyma w ręce patelnie. Czy to nie jest dziwne?
-Nie. My tak mamy, a co do piżamy dostała ją ode mnie na swoje 17 urodziny.
-Oj przepraszam. To może ja już pójdę.
-To idź.
Poszedł. Weszłyśmy z Julią spowrotem do naszego pokoju.
-Po co do nas wyszłaś? I to jeszcze w piżamie i z patelnią? Ale to był widok!-zaśmiała się Jula.
-Obudziłam się i usłyszałam hałas z korytarza, więc wzięłam patelnie i wyszłąm zobaczyć co się dzieje, a co to za chłopak? Znowu jakiś Polak?
-Tak. Jest to syn recepcjonistki. Przyszedł się przywitać. Znają się z Malwiną dobrze, bo byli sasiadami, gdy ona mieszkała jeszcze w Łodzi. Weź, a miałam u niego szanse, a ty z tą piżamą wyskoczyłaś.
-Aha. Przepraszam, ale bałam się o swoje życie! A tak wogóle gdzie Malwina?
-Żartowałam głupku! Poszła zmówić nam śniadanie. Może pościelimy łóżka i przygotujemy stół do śniadania?
-Pewnie.
Po 10 minutach do pokoju weszła Malwina.
-Ooo, przygotowałyście stół. Jak miło.
-Nie gadaj tyle tylko dawaj żarcie! Gdzie ono jest?
Malwina klasnęła w dłonie, a do pokoju weszło 3 kelnerów z tacami.
To naprawdę jest hotel 5-gwiazdkowy!
Kelnerzy weszli i położyli przed nami tace z jedzeniem.
-Smacznego.-powiedzieli wszyscy razem. Ukłonili się i wyszli.
-Wow! Ale exstra!-krzyknęłam szczęśliwa.
-Musimy się przyzwyczaić. To będzie teraz normalka.
-No to smacznego!-powiedziała Malwina siadając na krzesło przed swoim posiłkiem.
Po zjedzeniu śniadania, które było naprawdę królewskie, poszłam sie ubrać.
*Jula*
Kiedy Lena poszła się szykować my zadzwoniłyśmy po obsługę, aby zabrała puste tace. I tak zaczął się nasz tydzień wypełniony zakupami! No i oczywiście zwiedzaniem.
Mam nadzieje, że czytacie xDD Podoba się blog?xDD ;*
poniedziałek, 19 listopada 2012
Informacja
Cześć. Jak wiecie z przeczytanych rozdziałów dziewczyny są za granicą. Nie chce mi sie pisać tam dialogów i myśli po Angielsku, więc będę pisąc po Polsku. Myślę, że nie będzie Wam to przeszkadzać. W momentach w których będą posługiwać się tym językiem przed fragmentem będzie,,{A}" Mam nadzieje, że tak może być.:)
niedziela, 18 listopada 2012
Uwaga!
Cześć, to znowu ja. Mam dla was wiadomość. Dodałam 2 nowe bohaterki. Pierwsza jest to najlepsza przyjaciółka Nialla, a druga Harrego. Reszte doczytacie w zakładce heroes. Przypominam o komentowaniu tego i 2 bloga.
Pozdrawiam;***
Pozdrawiam;***
Rozdział 6: Nareszcie na miejscu!
niedziela 1 lipca 15:00
Wylądowaliśmy! Jesteśmy w Londynie! Otworzyli drzwi od samolotu. Wyszłyśmy, szukałyśmy bagaży. Nie było problemu z ich znalezieniem. Taksówka już na nas czekała.
-Zamówiłyście taksówkę, żeby nas do hotelu zawiozła?!-zapytałam zdziwiona.
-Tak, Londyn to duże miasto, nie trafiłybyśmy. Poza tym nawet nie wiem gdzie znajduje się nasz hotel. Widziałyśmy tylko zdjęcia pokoju.
-Aha.-zaczęłam się śmiać, chociaż gdybym ja była na ich miejscu też bym nie wiedziała.
Malwina dała taksówkarzowi kartkę z adresem i pojechałyśmy. Po 30 miutach byłyśmy na miejscu. Jula zapłaciła kierowcy, a on odjechał.
-Oto hotel, w którym będziemy spać przez najbliższe 2 miesiące.-powiedziała Malwina pokazując mi budynekjakby występowała w reklamie nieruchomości.
-Wow, jest piękny! Ale zaraz, zaraz, wy pokój tu wynajęłyście na 2 miesiące? Przecież ja nie przejdę castingów, a co dopiero do finału!
-Na pewno przejdziesz, a nawet jak wcześniej odpadniesz to pozwiedzamy.
-Okey, a bilety powrotne kupiłyście już?
-Nie, no co ty. Przecież jak wygrasz to będziesz pisać i nagrywać z chłopakami piosenkę, nie wiadomo ile to może zająć czasu.
-Dziewczyny, ja przecież z Polski, nie mam szans, żeby wygrać! Tutejsi mają łatwiej!
-No to co, że z Polski? Postaraj się zaśpiewać jak najlepiej i wszystko.
-No dobra.
Moją i Malwiny rozmowę przerwała Jula.
-Może pojdziemy już do pokoju hotelowego? Nogi mnie bolą i też chce się trochę odświeżyć po locie.
-Aaa, zapomniałam.
Weszłyśmy do wielkiego holu. Wszędize były kwiaty i obrazy. Malwina poszła do recepcji.
-Dzień dobry. Mogłabym klucz do naszego pokoju? Na nazwisko Latos.
-Dzień dobry. Oczywiście. Pokój 3-osobowy numer 69.
Juhu! Ale mamy fajny numer pokoju!
-Dziękuję. Do widzenia.
-Do widzenia. Jakbyście czegoś potrzebowały dzwońcie do mnie pod numer 4 na telefonie hotelowym.
-Dobrze.
-Czemu rozmawiałaś z recepcjonistką po Polsku?
-Bo to znajoma mojej mamy i u niej pokój zamawiałam.
-Aha.
Malwina wzięła klucz i poszłyśmy do windy. Nasz pokój znajdował się na 3 piętrze. Weszłyśmy do niego. Zamurowało mnie. Pokój był niebieski. Stały w nim 3 łóżka, kanapa, telewizor, a nawet laptop! W drugiej części były drzwi do łazienki.
-Ten... ten pokój jest cudny. Dziękuję.
-Nie ma za co. Nie wiem jak wy, ale ja jestem padnięta i idę się umyć i spać. Nie wyspałam się dzisiaj.
-Ja też.-odpowiedziałyśmy ja i Malwina.
-Okey, ale ja pierwsza zajmuje łazienkę!
-No dobra.
Umyłyśmy się i poszłyśmy spać. Nazajutrze czeka nas zwiedzanie miasta i sklepów.;)
Kolejny rozdział dodany. Proszę komentujcie!!!;( Mam nadzieje, że czytacie.
Wylądowaliśmy! Jesteśmy w Londynie! Otworzyli drzwi od samolotu. Wyszłyśmy, szukałyśmy bagaży. Nie było problemu z ich znalezieniem. Taksówka już na nas czekała.
-Zamówiłyście taksówkę, żeby nas do hotelu zawiozła?!-zapytałam zdziwiona.
-Tak, Londyn to duże miasto, nie trafiłybyśmy. Poza tym nawet nie wiem gdzie znajduje się nasz hotel. Widziałyśmy tylko zdjęcia pokoju.
-Aha.-zaczęłam się śmiać, chociaż gdybym ja była na ich miejscu też bym nie wiedziała.
Malwina dała taksówkarzowi kartkę z adresem i pojechałyśmy. Po 30 miutach byłyśmy na miejscu. Jula zapłaciła kierowcy, a on odjechał.
-Oto hotel, w którym będziemy spać przez najbliższe 2 miesiące.-powiedziała Malwina pokazując mi budynekjakby występowała w reklamie nieruchomości.
-Wow, jest piękny! Ale zaraz, zaraz, wy pokój tu wynajęłyście na 2 miesiące? Przecież ja nie przejdę castingów, a co dopiero do finału!
-Na pewno przejdziesz, a nawet jak wcześniej odpadniesz to pozwiedzamy.
-Okey, a bilety powrotne kupiłyście już?
-Nie, no co ty. Przecież jak wygrasz to będziesz pisać i nagrywać z chłopakami piosenkę, nie wiadomo ile to może zająć czasu.
-Dziewczyny, ja przecież z Polski, nie mam szans, żeby wygrać! Tutejsi mają łatwiej!
-No to co, że z Polski? Postaraj się zaśpiewać jak najlepiej i wszystko.
-No dobra.
Moją i Malwiny rozmowę przerwała Jula.
-Może pojdziemy już do pokoju hotelowego? Nogi mnie bolą i też chce się trochę odświeżyć po locie.
-Aaa, zapomniałam.
Weszłyśmy do wielkiego holu. Wszędize były kwiaty i obrazy. Malwina poszła do recepcji.
-Dzień dobry. Mogłabym klucz do naszego pokoju? Na nazwisko Latos.
-Dzień dobry. Oczywiście. Pokój 3-osobowy numer 69.
Juhu! Ale mamy fajny numer pokoju!
-Dziękuję. Do widzenia.
-Do widzenia. Jakbyście czegoś potrzebowały dzwońcie do mnie pod numer 4 na telefonie hotelowym.
-Dobrze.
-Czemu rozmawiałaś z recepcjonistką po Polsku?
-Bo to znajoma mojej mamy i u niej pokój zamawiałam.
-Aha.
Malwina wzięła klucz i poszłyśmy do windy. Nasz pokój znajdował się na 3 piętrze. Weszłyśmy do niego. Zamurowało mnie. Pokój był niebieski. Stały w nim 3 łóżka, kanapa, telewizor, a nawet laptop! W drugiej części były drzwi do łazienki.
-Ten... ten pokój jest cudny. Dziękuję.
-Nie ma za co. Nie wiem jak wy, ale ja jestem padnięta i idę się umyć i spać. Nie wyspałam się dzisiaj.
-Ja też.-odpowiedziałyśmy ja i Malwina.
-Okey, ale ja pierwsza zajmuje łazienkę!
-No dobra.
Umyłyśmy się i poszłyśmy spać. Nazajutrze czeka nas zwiedzanie miasta i sklepów.;)
Kolejny rozdział dodany. Proszę komentujcie!!!;( Mam nadzieje, że czytacie.
wtorek, 13 listopada 2012
Rozdział 5: Dzień wylotu
niedziela 1 lipca 6:10
Obudził mnie budzik, który nastawiłam na 6:10, aby się nie spóźnić. Dzisiaj jest dzień, na który czekałam od kąd dowiedziałam się o wakacyjnych planach dziewczyn. Szybko wstałam z łóżka i zjadłam 2 kanapki. Weszłam pod prysznic. Następnie ubrałam się, pomalowałam i uczesałam. Gdy była 6:30 zaczął dzwonić mój telefon. Oczywiście osobą dzwoniącą była Malwina.
-Siemka, po co dzwonisz?-zapytałam.
-Cześć. Chciałabym, żebyś już pomału wychodziła.
-Okey, gdzie się spotykamy?
-Może na lotnisku obok wejścia do środka?
-Dobra, to ja już idę ubierać buty.
-Ok. Pa.
-Do zoba.
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Zeszłam na dół, ubrałam buty i bluze. Wzięłam walizkę i ostatni raz spojrzałam na dom. Przecież nawet jeśli nie dostane się dalej to i tak tydzień mnie nie będzie. Wyszłam z domu. Szłam w stronę lotniska.
*Malwina*
Gdzie one są?! Jest już 6:50, a ich nie ma. Boje się, że na samolot się spóźnimy. Ufff... Jula już idzie. Tylko gdzie Lena? Ona też biegnie. Jest za Julią. Na szczęście są, bo juą myślałam, że nie polecimy.
-Nareszcie! Wiecie, że już jest za 10?!
-Serio? Ale długo się idzie z naszych domów.
-Dobra, chodźmy już n aodprawę.
Na odprawie zleciały nam chyba 3 godziny. Mogłyśmy wsiąść do samolotu. Na szczęście były siedzenia dla 3 osób.
-No i za jakieś 4 godziny będziemy w londynie!
-Super! Zapomniałam Was zapytać o noclegi. Macie jakiś załatwiony, czy musimy na miejscu poszukać?
-Pewnie, że mamy załatwiony!
-Jak ja was za to kocham.
Jak Lena mogła pomyśleć, że nie załatwiłyśmy noclegu?! Przecież jak coś załatwiać to do końca.
Po godzinie lotu zobazczyłam, że Lena i Jula już śpią. Ja nie miałam jakoś na to ochoty, więc wyjęłam MP3, włożyłam słuchawki do uszu i słuchałam muzyki.
niedziela 1 lipca 14:30
*Lena*
Obudziła mnie Malwina.
-Lena wstawaj!
-Co jest?- zerwałam się z miejsca.
-Lądujemy. Jesteśmy w Londynie!
-Jeju, serio? Ale się cieszę.
-Ale jeszcze nie wstawaj, bo dopiero lądujemy!
-Proszę zapiąć pasy. Za chwilę lądujemy.-oznajmiła stewardessa.
-Dobrze.
Wszytskie trzy w tym momencie zapiełyśmy pasy.
Przepraszam, żę tak żadko dodaje rozdziałay, ale nie mma czasu na to i na pisanie, obiecuję poprawę;P
Pozdrawiam;***
Obudził mnie budzik, który nastawiłam na 6:10, aby się nie spóźnić. Dzisiaj jest dzień, na który czekałam od kąd dowiedziałam się o wakacyjnych planach dziewczyn. Szybko wstałam z łóżka i zjadłam 2 kanapki. Weszłam pod prysznic. Następnie ubrałam się, pomalowałam i uczesałam. Gdy była 6:30 zaczął dzwonić mój telefon. Oczywiście osobą dzwoniącą była Malwina.
-Siemka, po co dzwonisz?-zapytałam.
-Cześć. Chciałabym, żebyś już pomału wychodziła.
-Okey, gdzie się spotykamy?
-Może na lotnisku obok wejścia do środka?
-Dobra, to ja już idę ubierać buty.
-Ok. Pa.
-Do zoba.
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Zeszłam na dół, ubrałam buty i bluze. Wzięłam walizkę i ostatni raz spojrzałam na dom. Przecież nawet jeśli nie dostane się dalej to i tak tydzień mnie nie będzie. Wyszłam z domu. Szłam w stronę lotniska.
*Malwina*
Gdzie one są?! Jest już 6:50, a ich nie ma. Boje się, że na samolot się spóźnimy. Ufff... Jula już idzie. Tylko gdzie Lena? Ona też biegnie. Jest za Julią. Na szczęście są, bo juą myślałam, że nie polecimy.
-Nareszcie! Wiecie, że już jest za 10?!
-Serio? Ale długo się idzie z naszych domów.
-Dobra, chodźmy już n aodprawę.
Na odprawie zleciały nam chyba 3 godziny. Mogłyśmy wsiąść do samolotu. Na szczęście były siedzenia dla 3 osób.
-No i za jakieś 4 godziny będziemy w londynie!
-Super! Zapomniałam Was zapytać o noclegi. Macie jakiś załatwiony, czy musimy na miejscu poszukać?
-Pewnie, że mamy załatwiony!
-Jak ja was za to kocham.
Jak Lena mogła pomyśleć, że nie załatwiłyśmy noclegu?! Przecież jak coś załatwiać to do końca.
Po godzinie lotu zobazczyłam, że Lena i Jula już śpią. Ja nie miałam jakoś na to ochoty, więc wyjęłam MP3, włożyłam słuchawki do uszu i słuchałam muzyki.
niedziela 1 lipca 14:30
*Lena*
Obudziła mnie Malwina.
-Lena wstawaj!
-Co jest?- zerwałam się z miejsca.
-Lądujemy. Jesteśmy w Londynie!
-Jeju, serio? Ale się cieszę.
-Ale jeszcze nie wstawaj, bo dopiero lądujemy!
-Proszę zapiąć pasy. Za chwilę lądujemy.-oznajmiła stewardessa.
-Dobrze.
Wszytskie trzy w tym momencie zapiełyśmy pasy.
Przepraszam, żę tak żadko dodaje rozdziałay, ale nie mma czasu na to i na pisanie, obiecuję poprawę;P
Pozdrawiam;***
Subskrybuj:
Posty (Atom)